Aby to co sprawiedliwe było silne albo to co silne sprawiedliwe

Dodano 13.10.2019

 

Profesor Marek Zubik - Sędzia Trybunału Konstytucyjnego - dla Sędziów Łódzkich - Smardzewice 4 października 2019 r.

(lekko skrócony i przystosowany do formy pisemnej zapis z nagrania wykładu )

 

Bardzo cieszę się z naszego spotkania. P raz pierwszy mam możliwość być tutaj oraz przede wszystkim być z Państwem. Jestem już u kresu swojej funkcji sędziowskiej i to dość specyficznej przez ostatnie dwa lata w wyniku wniosku Prokuratora Generalnego. Nie mniej jednak chciałem podkreślić, że tu wolałbym wystąpić w roli profesora prawa, zajmującego się prawem konstytucyjnym. Tezy, które przedstawię nie będę jednak miały formy referatu.

Tytuł mojego wystąpienia zaczerpnąłem z Pascala – czyli z XVII wieku. Całość brzmiała tak: „Sprawiedliwość bez siły jest bezsilna. Siła bez sprawiedliwości jest tyranią. Sprawiedliwość bez siły spotyka się  z oporem, ponieważ zawsze znajda się ludzie źli. Siła bez sprawiedliwości ściąga nienawiść. Trzeba zatem zespolić razem sprawiedliwość i siłę i dążyć do tego, aby to co jest sprawiedliwe było silne albo aby to jest silne było sprawiedliwe”. Nie bez powodu użyłem tego sformułowania, bo to jest początek wystąpienia Sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Roberta Jacksona występującego w roli oskarżyciela w procesie Norymberskim, który rozpoczął swoje wystąpienie prokuratorskie nawiązaniem właśnie do Pascala.

Patrząc na rolę sędziego jako obywatela wyróżniłbym 4 różne sfery. Po pierwsze, jesteśmy ludźmi i z tej racji przysługują nam prawa i wolności. Potem jesteśmy obywatelami. Tu się zaczynają też rodzić obowiązki. Obowiązek troski o dobro wspólne jest obowiązkiem ciążącym na wszystkich obywatelach, być może w różnym stopniu w zależności od funkcji społecznej, którą pełni. Po trzecie, jesteśmy prawnikami. Tu zaczyna przeważać czynnik profesjonalny. Generalnie prawnik powinien umieć oddać treść i sens norm stanowionych, ale też mieć dość klarowny i jasny ogląd rzeczywistości. Powinien umieć ocenić czy rzeczywistość, czy sytuacja społeczna jest godziwa czy też ma do czynienia z jakimiś grzechami społecznymi, czy system prawny, gospodarczy czy społeczny jest poprawny. Tu zatem jest silne oddziaływanie w roli elity społecznej w takim najbardziej klasycznym tego słowa rozumieniu. Wreszcie sędzia jest profesjonalnym prawnikiem wykonującym władzę. I tu znowu są dwie sfery: sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, ale również kształtowanie rzeczywistości. Jest zatem szalenie ważne, przy tych przywołanych czterech sferach, aby rozróżniać role w jakich sędzia, prawnik, obywatel i człowiek występuje.

Mamy takie przykłady, że ze środowiska sędziowskiego wychodzili ministrowie sprawiedliwości, a potem do niego wracali. W 2001 r. kiedy z prof. Adamem Zielińskim miałem przyjemność wydawać książkę „Przyszłość polskiego wymiaru sprawiedliwości”, a wówczas jeszcze nie było wizji 2015 roku, już jednak wtedy wyrażałem się krytycznie o przemieszczaniu się między rolami społecznymi. Z bardzo prostej przyczyny. Ja jako obywatel nie chciałbym być sądzony przez sędziego, które podlegał odpowiedzialności politycznej. Co więcej, jak później się okazało, ten sędzia stawał przed sejmowa komisją śledczą. Druga uwaga to, że czasami wykonujemy funkcje zarządcze. Jest to też delikatna sfera. Nie jest się wówczas w sytuacji neutralnej, bo każde państwo musi mieć swojego funkcjonariusza. Jednak wtedy jest silny ten aspekt obywatelski i prawniczy. W tym wypadku akurat ślepota na to co się dzieje jest grzechem, a nie cnotą. Wreszcie są takie sytuacje, gdzie prawnik wystąpi w czynnościach czysto administrowania sędziowskiego. I tutaj również o konfliktach środowiskowych pewnie też parę rzeczy dałoby się powiedzieć.

Drugi mój wątek to pytanie czy nie istnieje pewien punkt, gdzie zdarzenia toczą się w takim niekorzystnym dla demokratycznego państwa prawa kierunku, że paradygmat podziału władz, praw i wolności obywatelskiej nakazuje zmianę ról, które w normalnej sytuacji są właściwe. Co innego wówczas prawnik i sędzia musi robić w sytuacji odchodzenia od pierwotnego sytemu założonego w Konstytucji, która miała być umową społeczną. Dlatego z jednej strony my jako obywatele, jesteśmy podmiotami, którzy tą umowę zawarli, a z drugiej strony jesteśmy tymi podmiotami, które sprawują władzę. Jeżeli zatem istnieje coś takiego jak funkcja legitymizująca wyborów, to  w tym wypadku prawnik jest również częścią tego systemu. Jest też drugi problem. Nie tylko degradacji systemu demokratycznego, ale też przesunięcia granicy tego co jest polityczne, co miałoby krępować sędziego w podejmowaniu pewnych decyzji. Niestety studiując różne systemy ustrojowe nie znajduje żadnego mechanizmu,  w którym władza sądownicza byłaby w stanie mieć adekwatne środki wówczas, gdy dwie pozostałe władze się sprzysięgną przeciwko niej. Połączenie władzy ustawowodawczej z tworzeniem norm i pieniędzmi oraz władzy wykonawczej z policją i służbami to jest niebagatelna część władztwa publicznego. Reakcja sędziowska jest ograniczona. Z jednej strony krępuje go wspomniany status sędziego, zwłaszcza jeżeli założymy, że ten status jest niezmienny mimo degradacji założeń państwa prawa i odchodzenia od umowy społecznej. Zaś adekwatne środki to tylko takie, jakie sędzia ma, najczęściej w naszym systemie wypowiadający się tylko wówczas, gdy ma jakąś sprawę do osądzenia. Poza tym może tylko instytucjonalnie oddziaływać jako stowarzyszenia oraz zabierać glos fachowca, o ile jest w ogóle jest pytany. 

Jesteśmy w takim punkcie, że dzisiaj mam nadzieję nikt już nie neguje, że od 2015 roku doszło do zinstytucjonalizowanego zaangażowania się dwóch pozostałych władz w ingerencję w niezależność sędziowską, ale nie po to, aby dokonać reformy, tylko żeby dokonać zmian kadrowych. Jeżeli tak, to warto odpowiedź w ramach dyskusji, jak to się stało, że w naszym środowisku znalazły się zasoby kadrowe, które pozwoliły wesprzeć intelektualnie te zmiany, jeszcze w dodatku bezkrytycznie. Co więcej nie wiem już sam, czy jestem bardziej zatrwożony, gdy słyszę  z niepublicznych mediów wystąpienie sędziego, który uzasadnia zmiany mówiąc, że poprzednio było tak samo źle. To jest albo ślepota albo brak rozróżnienia miary i skali zagrożeń. Wreszcie jak to się stało, że przy takim rozumieniu  państwa prawa te osoby w ogóle się w stanie sędziowskim znalazły. Na te pytania nie mam dobrych odpowiedzi.

Mówię o tym dlatego, że czas, z którym mamy do czynienia minie, w ten czy inny sposób. Może to być takie rozwiązanie jak w II Rzeczypospolitej z okresu 1928-30 czyli końcem są wybory brzeskie. Może być kres taki, że odstępujemy w ogóle od koncepcji liberalnego demokratyzmu. Może się okazać, że wyborcy, a więc także i my, zdecydujemy się na danie preferencji niepohamowanej redystrybucji dóbr w imię spokoju i panowania. Trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedno zagrożenie, o którym się stosunkowo mało mówi. Przecież wybory dają legitymację do sformułowania rządu, ale nie panowania w całym państwie. Takiego założenia nie ma nie tylko w Konstytucji, ale w żadnym demokratycznym państwie. Fakt wygrania wyborów nie oznacza przejęcia państwa jako całości mechanizmów, które  w nim funkcjonują. Odnoszę zaś wrażenie, że w tej kadencji do takiego wypaczonego rozumienia poparcia doszło. Należy zatem zapytać czy aktualna pozostaje koncepcja państwa jako dobra wspólnego. To musi pozostać w naszym myśleniu prawniczym, ale i państwowym. Prawnik zawsze musi zastanawiać się nad państwem, szczególnie  wtedy kiedy ma sprawować władzę w imieniu tego państwa.

Ostatni wątek to sędzia jako człowiek. To jest pytanie o kres posłuchu i sprzeciw sumienia. Taki sprzeciw jest możliwy tylko wówczas, gdy dochodzi do zinstytucjonalizowanej, trwałej i oczywistej tyranii. To są klasyczne prawdy. Nie trzeba nawet sięgać do Radbrucha, wystarczy poczytać świętego Tomasza z Akwinu czy Augustyna. To jest klasyka wskazująca gdzie jest prawo do wypowiedzenia posłuchu. Znowu troska o dobro wspólne, która zawsze będzie podpowiadać, że najważniejszym z punktu widzenia całości tego wszystkiego czym jest państwo, stanowienie i stosowania prawa, jest człowiek. To ze  względu na człowieka ukształtowane jest to wszystko, co nazwalibyśmy dobrem wspólnym i jego część jaką jest państwo. Absolutnym kresem byłoby doprowadzenie do sytuacji, w której jedna z władz odmawia posłuchu. Takie państwo byłoby w katastrofalnej sytuacji. Czy są zatem jakieś metody zaradcze? Nie wiem. Wiem natomiast, że jak pokazuje zdrowy ogląd sytuacji oraz doświadczenie historyczne, że po takich zmianach inżynierii społecznej najczęściej cierpi kultura polityczna i prawna. Powrót do takiego poziomu kultury prawnej, który jest w stanie utrzymać system prawa i porządek społeczny to najczęściej jest generacyjna zmiana. Przykładem jest Trybunał Konstytucyjny. Autorytet budowano 30 lat. To było parę pokoleń prawników. Niezależnie od tego jak będziemy chcieli go naprawić czy przywrócić, to przecież całe sądownictwo wisi przed wszystkim na autorytecie. Czyli wracamy do tego punktu, kiedy powiedziałem o dwóch innych władzach. Sądownictwo nie generuje samodzielnego budżetu, nie ma własnej policji. Działa tylko dlatego, że cieszy się autorytetem społecznym. Powstaje zatem pytanie jak ten autorytet odbudować. Na pewno poprzez jedność tego co głoszą sędziowie, przez poprawność wyrokowania. Nie wolno też być ślepym na niedomagania systemu. Nie mniej jednak na samym końcu w jakiś sposób to trzeba skleić. Na dłuższą metę nie da się utrzymać takiego napięcia z jakim mamy do czynienia obecnie. Nawet nie próbuje prorokować jak się to potoczy. Doświadczenia różnych krajów są lepsze lub gorsze. Jak jednak połączyć, aby to co ma dawać sprawiedliwość było silne, tak aby zniechęcało dwie pozostałe władze do walki o panowanie w państwie, bo to jest rzecz niegodziwa. Jak zrobić by dla polityka koszt próby zawłaszczenia całego państwa był wyższy niż podporzadkowanie się regułom demokracji. Nie wiem. Nie wiem czy nawet socjologia prawa jest w stanie to opisać. Mogę natomiast jako prawnik powiedzieć, to są rzeczy konieczne i wymagane. Istotne jest żebyśmy jako prawnicy, nie tylko sędziowie, zadbali o kapitał ludzki, o młode pokolenie prawnicze. Bo to od niego będzie zależało czy przy próbie charakterów utrzymają standardy demokratycznego państwa prawnego czy też uznają, że długotrwałe naruszanie Konstytucji stało się normą. Wówczas niewiele zostanie z państwa prawa, a nawet w ogóle z legalizmu. Żeby jednak zupełnie nie być pesymistyczny powiem, że jestem głęboko przekonany, że wcześniej czy później będzie musiała nastąpić refleksja. Miejmy nadzieję, że wówczas nie będziemy na tyle podzieleni, aby nie móc się ze sobą dogadać. Nikt nas też nie zwolni z codziennej pracy, również sędziowskiej, a ja Państwu życzę, aby ta praca przynosiła satysfakcję. Niestety ta metoda wymaga dużej cierpliwości i jest niestety rozłożona na lata. Edukacja, również ta demokratyczna – jak obywatel funkcjonuje w demokratycznym państwie - ma to do siebie, że jej efekty widać po długim czasie. Bardzo dziękuję.

 

 

 

 

 

Redakcja: Krzysztof Kacprzak, Halina Kierska-Furmańczyk, Ewa Maciejewska, Rafał Maciejewski (admin) i Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek

kontakt:   administrator(at)sedziowielodzcy.pl    (w miejsce (at) należy wpisać @)